czwartek, 3 maja 2012

Sezon terrorystyczny ...

... rozpoczął się u nas na dobre. Oto główni terroryści (skupieni w ugrupowaniu Różowe Brygady):


Ich postulat jest jeden: chcemy na podwórko. Jedna jest też metoda - wściekłe miaaaau ;-)

 Jak już wywalczą podłym szantażem wyjście, są wniebowzięte.
Mogą zajadać resztki trawki na naszej łysej działce (w najbliższych dniach planujemy wreszcie siać trawę):

Tarzają się z upodobaniem w największym piachu, żeby potem z radością wytrzeć futro w kanapę:

Niecnie czają się na szpaki (które z ich powodu popadają chyba w nerwicę):

 I leżakują, leżakują i jeszcze raz leżakują:

Czasem można zapolować na udko koleżanki:
 Warto być czujnym:

No i toaleta też najlepiej wychodzi na polku, ma się rozumieć:

 Dobrze, że choć drzewka i trawa u sąsiadów jest, przynajmniej nie jest tak szaro i buro:

Za to działkę G przygotował idealnie pod sianie. Wreszcie jest płaska i równiutka, wcześniej były takie doły, że można było nogi uszkodzić:

wtorek, 1 maja 2012

Skansen w Kolbuszowej

Zapraszam Was dziś do magicznego miejsca na Podkarpaciu - do skansenu położonego w otoczeniu lasu, pod małym podkarpackim miasteczkiem - Kolbuszową. To miejsce, w którym czas się zatrzymał i płynie leniwie i kojąco. Zazwyczaj nie ma zbyt wielu turystów, jest za to ogromna przestrzeń i spokój.

Do tej pory poza Kolbuszową byliśmy też w Sanoku i choć tam być może bogatsze są same zbiory, czy zabytki, byliśmy bardzo rozczarowani nieprzyjemnym nastawieniem do zwiedzających - okna domków są zabite dechami, żeby nawet nie móc zajrzeć do środka, nie można zaglądnąć nawet do domku, w którym jest jakaś grupa z przewodnikiem. Wszystko oczywiście obliczone na to, żeby wynająć przewodnika, ale przecież z przewodnikiem trzeba pędzić, bo czas to pieniądz, a co jeśli ktoś ma ochotę pozwiedzać kilka domów, odpocząć i dopiero potem pójść dalej? Na to samo co my narzekało w tamtym roku w Sanoku bardzo wielu turystów. Nie każdy ma tyle sił, żeby móc chodzić z przewodnikiem. W Kolbuszowej nie ma tego problemu - w każdym domku są pootwierane okna, a często też otwarte drzwi, można wejść do sieni i przez kratę zaglądać do środka, jak na zdjęciu poniżej:


Do tego las dookoła, cisza, spokój, niesamowity śpiew ptaków i rechot żab - po prostu idylla. Spędziliśmy tam dziś kilka godzin, a na koniec zjedliśmy w malutkiej restauracyjce pyszną zupę pomidorową :-)

Za miesiąc w skansenie odbędzie się jarmark rzemiosła ludowego, na pewno się wybierzemy, zapraszamy jeśli ktoś będzie w pobliżu :-)

W skansenie zawsze są jakieś zwierzaki, głównie ptactwo. Tym razem największą atrakcją były agresywne gęsi - stały na drodze i syczały na przechodzących, później, gdy wracaliśmy, były już zamknięte w zagrodzie, ale dalej na nas syczały ;-)
 Oprócz tego kaczki i przepiękne gołębie:
Tą parkę Grzesiek określił mianem "straciatella" ;-)

Czasem są jeszcze kózki, ale tym razem nie spotkaliśmy. Pełno za to było żabek w okolicznych stawach:


I dla porównania kilka fotek z tego samego miejsca sprzed dwóch lat:


Ta malutka kózka była bardzo przyjacielska i lizała nas w ręce :-) Szkoda, że tym razem nie było kóz, to takie fajne inteligentne zwierzaki. Marzy mi się taka koza w obejściu ;-)))

sobota, 14 kwietnia 2012

Gacuś gościnny, łazienkowy i rysunkowy

Na początku dzisiejszego posta chcę podziękować wszystkim zaglądającym i komentującym i przeprosić nowo-odwiedzających, że nie mam na razie w ogóle czasu na poznawanie ich blogów, jedynie oglądam czasem fotki :-((( Niestety, rzadko dodaję też posty u siebie, bo ogrom pracy w ostatnim semestrze mnie po prostu przytłacza. Mam też awersję do pisania, bo większość moich "zadań" jest właśnie w formie pisemnej. Blog książkowy zaniedbałam całkowicie, mam nadzieję, że Ci, którzy tam wchodzili się nie zniechęcą brakiem nowości. I tak będzie niestety do końca czerwca. Za to potem - na pewno nadrobię wszystkie blogowe zaległości :-)

Dziś post o Gacku. Najpierw gościnnym:
 Gacuś zaskoczył nas bardzo zupełnie nie bojąc się "babci" :-)
Dalej Gacek łazienkowy - zawsze idzie się ze mną kąpać i czeka na koszu z praniem aż wyjdę z wanny i będę go głaskać:

A na koniec Gacek rysunkowy, lecz najpierw kilka słów wyjaśnienia - już pisałam kiedyś, że jestem antytalentem rysunkowym, nie umiem rysować realistycznych przedmiotów, co najwyżej odrysowywać z cudzych rysunków. Najbanalniejszych przedmiotów codziennego użytku, narysowanych przeze mnie nikt (poza moją przyjaciółką Agnieszką) nie jest w stanie rozpoznać. Wczoraj, mordując się z napisaniem recenzji do arcyskomplikowanej książki, której jedno zdanie muszę czytać 5 razy żeby je zrozumieć, postanowiłam się zrelaksować i narysować śpiącego obok mnie Gacka. Nie wiem jak to się stało, ale rysunek wyszedł mi tak jak chciałam - realistycznie :-) Na fali entuzjazmu spróbowałam narysować Rysię i Kocię, ale tu już wszystko wyszło po staremu - czyli totalny bohomaz niepodobny do kota. Tym bardziej jestem dumna z tego wyjątku potwierdzającego regułę no i oczywiście muszę się nim pochwalić, a co!


Może i dobrze, że pozostałe rysunki mi nie wyszły, bo mogłabym popaść w samozachwyt ;-)))))

piątek, 6 kwietnia 2012

Kocich i wesołych :-)

Cała nasza piątka życzy wszystkim tu zaglądającym wesołych świąt :-)




Na deser koci fotel (żywy!):

Grzesiek przy współudziale Gacka zamienił się w Piłsudskiego ;-)

wtorek, 27 marca 2012

Prezent i żółte kocie portrety

Dziś chciałabym się pochwalić jaki piękny prezent dostałam od Owcy (za prawie okrągły - bo 999 - komentarz na Jej blogu):

 Chustecznik bardzo zainteresował Rysię:
 Owco - serdecznie dziękujemy :-))))

Fotka Rysi naokiennej:
 I moje ulubione przytulaczki (w przerwie między zapasami, albo raczej boksem):
 Na koniec obiecane żółte portrety - żółte bo bez lampy ;-)

Oj, Kocia poczuje się dyskryminowana ;-) Będę musiała to nadrobić :-)